wtorek, 24 kwietnia 2012

Gra planszowa, dziecko, matka i oszustwo

Artykuł jest tłumaczeniem oryginalnego artykułu ze strony seacoastonline.com autorstwa Christine French.

"Natrafiłam w zeszłym miesiącu na kolumnę Debry Lynn Hook, która pisze dla działu aktualności McClatchy-Tribune. Jej pierwsze słowa wspominały o brudnym sekrecie w którym brała udział. Sekrecie o którym powinna była milczeć.



Zamiast tego w następnych słowach powiedziała coś o czym większość, o ile nie wszystkie matki wiedzą, ale nikt się do tego nie przyznaje. I ponieważ nie widziała powodu by milczeć, wypuściła kota z worka.

Oszukujemy w "Candy Land" (i w "Chutes and Ladders").
Skoro już kamień został rzucony zaliczcie mnie do grona matek które oszukują w dziecięcych grach. Jestem jedną z tych matek które dorastały w nienawiści do "Candy Land", "Operacja" i "Chutes and Ladders". Gry, które z założenia miały być szybkie i płynne często przynosiły odwrotny rezultat - łzy i frustrację. Dlatego też wiele kart z "Candy Land" zaginęło bezpowrotnie. Nie wiem gdzie je chowałam. Także notorycznie zrzucałam kości ze stołu, odpinałam obrotową wskazówkę. Miałam ku temu powód - moje zdrowie psychiczne.

Gdy dzieci dorastały i stały się bieglejsze w grach, byłam w stanie ograniczyć ilość oszustw, poza oczywiście specjalnie zgubionymi wcześniej kartami. Ostatecznie jednak musiałam znaleźć inny powód do oszustw, i moje oszustwa musiały być skryte i wyrafinowane. Gdy mój syn miał 5 lat wyrobił w sobie przekonanie że musi wygrać każda grę w którą graliśmy i jeśli przegrywał odbierał to bardzo osobiście. Oznaczało to niekontrolowane załamanie emocjonalne. Razem z zatrudnioną opiekunką postanowiłyśmy, że najlepiej będzie gdy mój syn nie będzie wygrywał w grach wg zasad. Musze wam przyznać że oszukiwanie by upewnić się, że ja wygram było większym wyzwaniem, niż oszukiwanie by szybciej zakończyć grę.

W tamtych czasach nie miałam możliwości zatrzymać kogokolwiek w domu na tyle długo by zagrał z nami. Razem z córką starałyśmy się nauczyć gry w "Go", lecz nasze jedyne doświadczenia do tej pory z "Go" polegały na oglądaniu cudzych rozgrywek. Czułyśmy się lekko zagubione w tej grze. Nie interesowało mnie również "Scrabble", być może dlatego że nie lubiłam krzyżówek ani słownych układanek, ponadto odgłos zderzających się kafelków do "Boggle" irytował mnie. Mieliśmy co prawda kilka innych gier lecz wymagały więcej niż dwóch graczy, których zazwyczaj nie dało się umówić. Nawet "Trivial Pursuit" i "Sorry", które mogą być grane we dwoje, sprawiają więcej przyjemności w wieloosobowych spotkaniach. Ale z drugiej strony czy coraz starsze dziecko chce spędzać z rodzicami więcej czasu niż to niezbędnie konieczne?

Całkiem niedawno przechadzałam sie między pólkami w sklepie Toys R Us i byłam zaskoczona jak wiele gier tam się znajduje. Niektóre pamiętałam z czasów dorastania, "Monopoly", "Grę w Życie", "Chińczyk", "Chińskie Warcaby" (które wszyscy mieli, ale nie wiem ile osób wiedziało jak się w to gra), "Backgammon", "Yahtzee" itp. W niektóre z tych gier dzieci grały gdy były młodsze.
Inne gry w sklepie były mi zupełnie obce i zastanawiałam się czy ktoś w nie grywa. Ważniejsze, przynajmniej dla tego felietonu, zastanawiałam się czy ktokolwiek w nich oszukuje. "

Zdjęcie: cartoonstock.com